2008: Jestem mamą. To moja kariera

Macierzyństwo jest kobiecą odmianą rodzicielstwa. Rodzić to, według Słownika Języka Polskiego pod red. M. Szymczaka, „dawać początek czemuś, tworzyć, wywoływać, sprawiać coś”. Rodzicielstwo może być ojcostwem albo macierzyństwem. Ojcostwo znam z obserwacji, macierzyństwo z własnego przeżycia. Będę mówić o tym, co znam z przeżycia, czyli o swoim doświadczeniu macierzyństwa.
Zawsze, gdy byłam w ciąży (a byłam dziewięciokrotnie), zdumiewający był dla mnie fakt, że sam początek życia dziecka pozostaje niedostępny świadomemu doświadczeniu matki, choć jest przecież tak doniosły w skutkach. Można się go tylko domyślać, sięgać wyobraźnią – ciało nie przekazuje żadnych sygnałów. Dopiero po około dwóch tygodniach zaczyna zmieniać się samopoczucie: to moment, kiedy mała nowa istota „zagnieździła się”. Język polski sugeruje, że ciało matki staje się gniazdem, domem dla nowego istnienia. Ciało matki jest tak skonstruowane, że przyjmuje do swego wnętrza drugą osobę. To niezwykłe doświadczenie „zajścia w ciążę” było dla mnie zawsze doświadczeniem ciała, psychiki i duszy, integralnym doświadczeniem całej osobowości. Wydaje mi się błędne i krzywdzące sprowadzanie ciąży do wymiaru tylko fizycznego, a zwłaszcza nadawanie jej rangi niższej niż wymiar psychiczny czy duchowy. Wszystkie te wymiary przenikają się i stanowią całość niezwykłego, twórczego doświadczenia kobiety, która staje się najbliższym świadkiem a także uczestnikiem kształtowania – wewnątrz siebie samej – drugiej istoty ludzkiej.
Złe samopoczucie, nudności i wymioty to dla kobiety znak istnienia dziecka, to sygnał: ono JEST. Jest całkowicie zdane na matkę, jej ciało jest warunkiem dla jego dalszego przeżycia i rozwoju. W obecnych czasach jest zdane także na jej decyzję o przyjęciu go lub nie.
W kobiecie zaczynają rodzić się różne intensywne uczucia związane z nową istotą, z własnym, innym niż zazwyczaj, samopoczuciem i z nową sytuacją.
W miarę jak rośnie dziecko, kobieta także staje się na nowo… A ono rośnie i daje znać o sobie coraz to inaczej. Doświadczanie jego istnienia zaczyna być oparte nie tylko na specyficznym samopoczuciu, ale także na bodźcach bezpośrednio nadawanych przez dziecko, które porusza się, przekręca, rozpycha wewnątrz matki, reaguje na jej zachowanie i samopoczucie: bywa niespokojne, kiedy ona jest niespokojna, zasypia razem z nią i razem z nią jest zmęczone.
Dwa rytmy: matki i dziecka splatają się i dostosowują do siebie. Zaczyna się tworzyć dialog bez słów. Dziecka nie widać ani nie słychać. Z zewnątrz widać tylko powiększenie brzucha, ale matka czuje istnienie dziecka całym swoim ciałem i odpowiada na nie także swoim ciałem, swoimi emocjami, uczuciami i zachowaniami.
Dla mnie czas, który spędziłam będąc w ciąży, był okresem cudownego doświadczania jedności, współistnienia dwóch istot, doświadczania niezwykłego szczęścia, którego nie były w stanie zmącić żadne dolegliwości, bóle kręgosłupa, opuchnięcia, ciężar itd. – szczęścia towarzyszenia sobie w dzień i w noc, połączenia z drugą istotą bez chwili rozłąki. Język polski znakomicie odzwierciedla przeżycia dziewięciu miesięcy noszenia dziecka. Słowo „ciąża” wskazuje na obciążenie kobiety, inne określenia (niestety coraz rzadziej używane) takie jak: „stan błogosławiony” (błogosławiony, znaczy szczęśliwy), „być przy nadziei”, „oczekiwać dziecka”, „nosić pod sercem” podkreślają radosną stronę tego okresu.
Doświadczenie okresu ciąży stanowi fundament macierzyństwa. Otwiera kobietę na drugą osobę, uczy dialogu w wymiarze pozawerbalnym, w wymiarze wzajemnej obecności.
Nierozdzielnie związany z macierzyństwem jest moment rodzenia. Wiąże się z niezwykle silnymi emocjami: lęku i ciekawości, bólu i radości. Poród to rozdzielenie, rozłąka po dziewięciu miesiącach połączenia, ale jednocześnie spotkanie, dotknięcie, zobaczenie i usłyszenie osoby, którą znało się dotąd bez pośrednictwa większości zmysłów. Zaczyna się zupełnie nowy etap relacji. Samo wydarzenie porodu jest niepowtarzalnym doświadczeniem własnego wysiłku połączonego ze współpracą z dzieckiem i z naturą a także bólu, który nie ma siły destrukcyjnej a kończy się radością narodzenia. Obecnie wiele kobiet decyduje się na poród w znieczuleniu. Wydaje mi się to pewna stratą, doświadczenie porodu naturalnego jest w moim pojęciu znakomitym przygotowaniem do wieloletniego wysiłku wychowawczego, który będzie czekał matkę, oraz przemian relacji z dzieckiem, jakie ją czekają.
Karmienie piersią – kolejny charakterystyczny przejaw macierzyństwa – także jest współcześnie kwestią wyboru kobiety. Niemniej, ciało kobiety wyposaża ją w taką zdolność. Karmienie jest dzieleniem się swoim ciałem, oddawaniem części siebie dziecku. Jest także znakomitą okazją dalszego budowania dialogu pozawerbalnego z niemowlęciem za pomocą jakości dotyku, spojrzenia, mimiki.
Macierzyństwo daje kobiecie wiele głębokiego szczęścia, radość i poczucie spełnienia, ale może być także źródłem cierpień. Niemożność posiadania dziecka, jego choroba, niepełnosprawność, śmierć, a także niewdzięczność czy rozmaite trudności wychowawcze to przykłady bolesnych zranień macierzyństwa.
Konstrukcja psychofizyczna kobiety, doświadczenia pierwszych etapów macierzyństwa nie pozostają bez wpływu na kształt rodzicielstwa kobiecego w stosunku do rosnącego dziecka. Naturalną konsekwencją zrośnięcia matki z dzieckiem w okresie ciąży jest jej szczególny związek z małym dzieckiem, niemowlakiem, potem przedszkolakiem. Wiąże się z tym ogólnie spotykana praktyka społeczna: to najczęściej kobiety zajmują się małymi dziećmi, wymagającymi obecności, troski, opieki, wychowywania, kształtowania i kształcenia. W miarę jak dziecko staje się bardziej samodzielne, wzrasta znaczenie roli rodzicielskiej mężczyzny. Ojcostwo znakomicie może uzupełniać się z macierzyństwem i wraz z nim tworzyć niepowtarzalną całość. Jednakże rodzicielstwo kobiety ma swoją własną specyfikę i oryginalność i w pewnym okresie życia dziecka jest niezastępowalne. Tymczasem wizerunek kobiety we współczesnym świecie pomija, spłyca bądź dewaloryzuje jej wymiar macierzyński. Kreowany jest obraz kobiety realizującej się głównie przez pracę. Akcentuje się negatywne strony macierzyństwa lub niebezpieczeństwa z nim związane. Mówi się o toksycznym macierzyństwie, o niebezpieczeństwie zależności w relacji matki i dziecka, o patologiach związanych z odrzuceniem, przemocą lub zaniedbaniem dziecka. Nieproporcjonalnie duża ilość informacji o zjawiskach marginalnych powoduje zatracanie się pojęcia istoty, sensu i realności zwyczajnego macierzyństwa oraz jego kapitalnego znaczenia dla zdrowia i rozwoju każdej osoby ludzkiej. A przecież obecność matki jest podstawowym warunkiem naturalnego rozwoju człowieka. Jest warunkiem trwania ludzkości.
Macierzyństwo jako udzielanie, ochranianie, przekazywanie życia jest jednym z najpiękniejszych wymiarów człowieczeństwa. Macierzyństwo wpisane jest w osobowość kobiety poprzez budowę ciała oraz sposób jego funkcjonowania i choć nie każda kobieta fizycznie staje się matką, macierzyństwo stanowi jeden z wymiarów kobiecości, nadaje jej specyficzny charakter, określa kobiecą wrażliwość i sposób przeżywania więzi. Może dlatego kobiety częściej niż mężczyźni odnajdują się w zawodach, które wymagają bliskiego kontaktu z drugą osobą lub postaw opiekuńczych. Są nauczycielkami, pedagogami, psychologami, pielęgniarkami, lekarkami, wolontariuszkami… Ale także i innym zawodom potrafią nadać kobiecą specyfikę.

Joanna Krupska
Związek Dużych Rodzin „Trzy Plus”

Materiały merytoryczne

Mama jako menedżer domu
Anna Wardak - Akademia Familijna

- "Co teraz robisz?" - "Nic, siedzę w domu" - mówi do koleżanki zajmująca się dziećmi i domem matka trójki pociech. - "Czy twoja żona pracuje?" - "Nie, no co ty, nie pracuje: siedzi w domu z dziećmi" - rozmawiają między sobą tatusiowie. Przytoczone dialogi pokazują, że mimo sporych zmian zachodzących na przestrzeni ostatnich lat, wciąż - świadomie lub nie - o pracy kobiety w domu myślimy jako o zajęciu mniej wartościowym lub traktujemy ją jak przysłowiowe już "nicnierobienie", jak spowodowaną przez okoliczności życiowe przymusową "przerwę w życiorysie". Macierzyństwo bywa postrzegane jako swoisty "wyrok", który - dla dobra sprawy i rodziny - kobieta musi "odsiedzieć" w domu, by po kilku latach, odchowawszy już dzieci, wyfrunąć na zasłużoną wolność i wreszcie zaczerpnąć powietrza pełną piersią. A co z tymi spośród nas, którym zajmowanie się rodziną - nierzadko liczną - oraz prowadzenie domu - często całkiem sporego - wydaje się najodpowiedniejszą ścieżką kariery i najlepszym pomysłem na życie? No cóż, trzeba nauczyć się puszczania mimo uszu komentarzy dotyczących marnowania sobie życia i całkowitego zaniku ambicji ("I po co ona właściwie kończyła studia?"). A przecież, jeśli zastanowimy się przez chwilę nad tym, jakie role spełnia w rzeczywistości kobieta zajmująca się domem, okaże się, że jest to obszar tak szeroki i bogaty, iż naprawdę trudno znaleźć podobne przykłady w pracy poza domem. Kobieta, która pracuje w domu i wychowuje dzieci to jednocześnie:

menedżer, który potrafi zarządzać zespołem i rozdzielać zadania, ustalać zasady i priorytety, planować wyjazdy i wycieczki, zachęcać i motywować do pracy, zarządzać różnego typu projektami etc.
psycholog, który musi znać cechy osobowości wszystkich członków zespołu-rodziny, trafnie oceniać ich możliwości i umiejętności, potrzeby, talenty, mocne i słabe strony etc.
negocjator rozwiązujący pojawiające się konflikty, pomagający stronom osiągnąć kompromis i wypełnić jego warunki etc.
lekarz, który potrafi rozróżnić kilkanaście rodzajów kaszlu, prawdziwy ból brzucha od niechęci do pójścia do szkoły, zwykłą wysypkę od ospy i zdecydować o domowych sposobach leczenia zanim będzie możliwa lub konieczna wizyta u "prawdziwego" lekarza etc.
pielęgniarka, która potrafi opatrzyć rany, wyjąć wbitą drzazgę, zrobić inhalację etc.
dyrektor finansowy, który umie naciągnąć za krótką kołdrę, zaoszczędzić tam, gdzie wydaje się, że już nic nie da się zaoszczędzić etc.
a oprócz tego: kucharka, praczka, krawcowa, zaopatrzeniowiec, szofer, ogrodnik, dekoratorka wnętrz, pracownik kulturalno-oświatowy, specjalista od kreowania wizerunku "firmy", korepetytorka etc., etc, etc...

Różnorodność domowych zadań wyraźnie odróżnia się od biurowej monotonii. Warto w tym miejscu postawić sobie kolejne pytanie, a mianowicie: czy jedyna możliwa do zaakceptowania alternatywa brzmi:"najpierw kariera, później dzieci" albo "kariera i dzieci jednocześnie"? Czy też równie dobrą ścieżką osobistej kariery dla wielu kobiet może być: "najpierw dzieci i rodzina, później praca", albo po prostu: "rodzina i dzieci jako moja praca"?

Niewątpliwie jedną z wartości najbardziej cenionych we współczesnym świecie jest wolność jednostki - i zapewne jest to podejście słusznie, gdyż człowiek bez wolności nie jest w stanie ani kochać, ani w pełni rozwijać swojej osobowości. Dobrze by się więc stało, gdyby w zakresie wyboru hierarchii wartości i kolejności czasowej pomiędzy rodziną a karierą zawodową, kobiety również dysponowały rzeczywistą wolnością. Wydaje się jednak, że w chwili obecnej w tej akurat dziedzinie próbuje się narzucić określony - i to, paradoksalnie, bardzo męski - punkt widzenia, zgodnie z którym kobieta realizuje się w pełni tylko w pracy zawodowej, a praca w domu i opieka nad dziećmi ograniczają ją, marnują jej talenty czy wręcz ogłupiają. Poza tym podkreśla się nieustannie, jak bardzo wycofanie się z pracy zawodowej na okres wychowania dzieci zaburza tzw. ścieżkę kariery, a często wręcz uniemożliwia powrót do pracy na poprzednich warunkach. Najlepiej więc, aby kobieta - jeśli już zdecyduje się na dziecko - wróciła jak najszybciej do pracy, oddając malucha pod opiekę babciom, opiekunkom lub innym tego typu "instytucjom".

Oczywiście, mówiąc o przymusie, nie wolno zapominać - szczególnie w naszych, polskich warunkach - o względach czysto ekonomicznych, które być może nawet częściej niż presja kulturowo-medialna, powodują konieczność szybkiego powrotu młodych mam do pracy, a niekiedy również bardzo utrudniają decyzję o posiadaniu potomstwa lub skłania ja do odsuwania tego momentu w czasie. Jest to jednak osobny temat, na szczęście coraz częściej obecny nie tylko w mediach, lecz również w świadomości polityków, ekspertów, pracodawców i wszystkich tych, którzy mogą cokolwiek w tej kwestii zmienić.

Jeśli jednak spróbowalibyśmy poszukać przykładów udanego powrotu matek do intensywnego życia zawodowego, to można powołać się chociażby na kilka kobiet znanych nam doskonale ze świata polityki lub biznesu. Jednym z ewidentnych przykładów jest była Sekretarz Stanu USA, Madeleine Albright, kobieta zajmująca najwyższe jak dotąd stanowisko w amerykańskiej polityce, która pracowała w domu, zajmując się wychowaniem swoich trzech córek, do wieku 39 lat.

Czy zatem czas spędzany przez kobietę w domu musi być stracony z punktu widzenia zawodowego? Otóż niekoniecznie! Po pierwsze, wiele zajęć wykonywanych w domu, pomaga kobiecie rozwijać umiejętności przydatne jej również w pracy zawodowej, takie jak zarządzanie ludźmi, zarządzanie finansami, planowanie czasu własnego i innych. Po drugie, pobyt w domu nie musi oznaczać zupełnej bierności zawodowej - wiele kobiet, zwłaszcza nieco bardziej doświadczonych matek - potrafi połączyć zajęcia domowe ze studiami podyplomowymi, lekturą prasy fachowej czy niewielkimi pracami ze swojej dziedziny, które można wykonywać w domu.

Na koniec wróćmy do poruszonego wcześniej tematu kobiet, które wcale nie czują potrzeby "wyjścia z domu" i "realizowania się" w wyuczonej niegdyś specjalności... Czy ich życie jest "stracone", a wykształcenie - niepotrzebne i "zmarnowane"? Zastanówmy się, czym w istocie jest wychowanie dzieci - jest ono przecież formowaniem młodych osób, przyszłych pracowników i obywateli; a w pośredni sposób również kształtowaniem ich karier zawodowych i życia rodzinnego - czyli generalnie ich postawy życiowej. Kiedy skonfrontujemy to z przeciętnym zakresem obowiązków i poziomem odpowiedzialności pracownika zatrudnionego w jakiejś firmie czy instytucji, okaże się, że odpowiedź na pytanie, jaki rodzaj "działalności zawodowej" powinniśmy uznać za ważniejszy i bardziej pożyteczny np. z punktu widzenia społecznego, nie jest bynajmniej oczywista. Nie zapominajmy również, że kobieta w swojej roli matki jest niezastąpiona - mimo iż inne instytucje, takie jak szkoły, dalsza rodzina czy Kościół mogą jej pomagać w wychowaniu dzieci, to właśnie ona pozostanie dla nich zawsze ICH MAMĄ - osobą której miłości i wpływu nikt i nic na przestrzeni całego życia nie będzie w stanie zastąpić ani zrekompensować.

Mama zaangażowana społecznie
Honorata Kuraszkiewicz - Kuźnia Milanowska
Katarzyna Dobrzyńska - Kuźnia Milanowska

Niemal każda kobieta staje w pewnym momencie przed dylematem. Pozostać dłużej w domu z malutkim dzieckiem, czy wracać do pracy? Podjąć pracę pełnowymiarową, dającą perspektywę rozwoju zawodowego, czy poprzestać na skromnej części etatu? Nie ma gotowych odpowiedzi na takie pytania. Wielu matkom wspaniale udaję się godzić ze sobą dwie sfery aktywności, rodzinną i zawodową. Część jednak decyduje się na dłuższy urlop wychowawczy, zdając sobie sprawę jak ważna jest rola matki w życiu dziecka W dużej mierze, dzięki niej wzrasta ono i rozwija się w poczuciu bezpieczeństwa i stabilności. To dzięki niej kształtują się w nim pojęcia, wartości i pozytywne nawyki. Wysiłek matki, która mądrze towarzyszy dziecku w jego wzrastaniu, jej stałe i konsekwentne działania w kierunku kształtowania jego charakteru, to kapitał, z którego dziecko będzie czerpać przez całe życie.

Czas spędzony z dziećmi w domu nie musi być dla matki czasem straconym. Każda z młodych mam zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele nowych umiejętności nabywa. Wraz z powiększaniem się rodziny, staje się mistrzynią wielu zawodów. Najczęściej bywa w równym stopniu dietetyczką, szefem kuchni, księgową, pedagogiem, kierowcą i nierzadko mediatorem konfliktów interpersonalnych oraz ratownikiem przed-medycznym. Rosnąca ilość obowiązków sprawia, że konieczne staje się coraz lepsze zarządzanie czasem. Pojawia się umiejętność wykorzystywania każdej minuty, angażowania do pomocy starszych dzieci i takiego planowania dnia, aby znalazł się czas zarówno na wypełnienie wszystkich obowiązków domowych jak i rozmowę z dziećmi, wspólny odpoczynek oraz realizację zainteresowań.

Tymczasem w Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że macierzyństwo ogranicza kobiety, że zamyka je w domu i odcina szanse na aktywność i realizację własnego potencjału. A przecież każda matka doświadcza tego, jak wielkie pokłady energii wyzwala pojawienie się na świecie dzieci. Tę energię można wykorzystać do działań nie tylko związanych z prowadzeniem domu i opieką nad dziećmi. Takie było właśnie doświadczenie kobiet, które we wrześniu 2002 roku powołały do istnienia stowarzyszenie "Kuźnia Milanowska".

Zaczęło się od nieformalnych spotkań w gronie mam mieszkających na terenie Milanówka. Szybko okazało się, że spotkania te, oprócz oczywistego waloru towarzyskiego, mogą czemuś służyć, że ten wspólnie spędzany czas można wykorzystać na naukę nowych umiejętności i poszerzenie wiedzy. Każda z mam ma przecież swoje doświadczenie, wykształcenie i zasób wiedzy, którymi może się podzielić z innymi. Jedna robiła znakomite ciasta, inna wspaniale układała bukiety. Zaczęło się więc od tematów, które miały podnieść nasze kwalifikacje w dziedzinie, która była nam najbliższa, czyli prowadzeniu domu. Nasz dom, nasze rodziny to dla nas baza, z niej czerpiemy siłę. Tu chcemy się realizować i działać jak najbardziej - można by powiedzieć - profesjonalnie.

Stopniowo spotkania 15 mam założycielek nabrały regularności. Co dwa tygodnie w prywatnym domu, któraś z nas wygłaszała pogadankę na ustalony temat. Są wśród nas: psycholog, architekt krajobrazu, specjalista do spraw żywienia, biolog, katecheta. To ogromny potencjał i potężny zasób wiedzy, z którego, możemy skorzystać. Wystarczy chęć podzielenia się tym dobrem i pewna dyscyplina, której z pewnością uczy macierzyństwo.

Spotkania, najpierw nieformalne, zaczęły znajdować sobie coraz większe grono sympatyków. W pewnym momencie pojawiła się także potrzeba wyjścia z naszymi propozycjami na zewnątrz, ku innym mieszkańcom Milanówka. Poczułyśmy, że w ten sposób możemy służyć innym. Ta służba ma z pewnością dwa wymiary: jeden to bardzo konkretny wymiar wiedzy; drugim, niemniej istotnym, jest pewnego rodzaju świadectwo. Naszą aktywnością możemy bowiem zarażać innych, pokazywać prawdę o sile i radości, którą czerpiemy z fundamentu, jakim jest rodzina. Myślę, że jesteśmy też żywym dowodem przeczącym wszelkim stereotypom dotyczącym macierzyństwa. Zadbane, szczęśliwe, realizujące się matki. Nie zmarginalizowane, zaniedbane kury domowe, ale kobiety, które w swoim macierzyństwie są na swoim miejscu, rozumieją sens zadań, które w tym wymiarze zostały im powierzone.

Powoli działalność Kuźni Milanowskiej zaczęła się profesjonalizować. Sama organizacja przybrała prawne ramy stowarzyszenia. Pojawiły się też nowe zadania i pomysły na realizację celów. Dzięki kontaktom, często zupełnie prywatnym, docierałyśmy do ciekawych osób - specjalistów w swojej dziedzinie - które zapraszałyśmy do Milanówka, na otwarte wykłady. Dotyczyły one przeróżnych dziedzin. Czasem wynikały z konkretnej potrzeby, innym razem dawały okazję do zapoznania się z czymś dla nas zupełnie nowym. Udało się nam również sprowadzić do Milanówka wystawę "Pasierbowi Europa Ducha", piękną pamiątkę po twórczej działalności księdza Pasierba.

Mimo wyraźnie lokalnego wymiaru naszych działań, istnieje też wymiar szerszy, nie mniej istotny. Jednym z zasadniczych celów Kuźni jest propagowanie patriotyzmu przy jednoczesnym wspieraniu integracji europejskiej. Te globalne cele staramy się realizować także w naszym środowisku. Jednym ze sposobów jest organizowany już od kilku lat bal niepodległościowy. To znakomity i naturalny zarazem sposób przekazywania dzieciom idei patriotycznych i wiedzy z zakresu historii Polski. Wspólne huczne świętowanie właśnie tego dnia daje im wyraźny sygnał, że wydarzenie to nie tylko miało miejsce kiedyś, przed wielu laty, ale było istotne i ma znaczenie do dziś dla każdego z nas. To skuteczny sposób międzypokoleniowej transmisji wiedzy i tradycji. Szukamy takich dobrych ścieżek, skutecznych rozwiązań i metod przekazu. Dlatego w naszej działalności widać sporą różnorodność, od merytorycznych wykładów, przez wystawy, koncerty aż po wspólną zabawę.

Trzeba przyznać, że organizacja spotkań wymaga od nas sporego wysiłku. Z perspektywy czasu widać, jak wiele musiałyśmy się nauczyć, ile przeszkód pokonać, ale efekty w postaci pełnej sali oraz żywiołowej dyskusji po spotkaniach dają nam pewność, że warto działać dalej, że poruszane tematy rzeczywiście trafiają w potrzeby ludzi. Nawet formalności związane z założeniem i prowadzeniem stowarzyszenia były dla nas czymś nowym i trudnym. Okazało się jednak, że nie jesteśmy same. Zawsze możemy liczyć na pomoc, a otwartość i mocne osadzenie w społeczności lokalnej ułatwia nawiązywanie nowych kontaktów. Poza wszystkim, mamy ogromne wsparcie naszych mężów. Jeden z nich, prawnik, czuwa nad formalną stroną naszej działalności.

Istotne jest to, że działalność Kuźni nie wyrywa nas z naszego rodzinnego środowiska, a raczej z niego wyrasta. Nasze rodziny nie mogą w żaden sposób ucierpieć na tym, że realizujemy się także społecznie. Hierarchia musi zostać zachowana. Dopiero wtedy można działać. Znacząca jest także nazwa samego stowarzyszenia. Kuźnia to miejsce zmagania się z niedoskonałością, formowania wedle pewnych zasad. Ten obraz można przenieść na plan własnego życia. Kuźnia Milanowska jest to więc nasz wspólny, lokalny sposób realizowania , pragnienie wykuwania własnego życia w poczuciu odpowiedzialności.

Każdy z nas dostrzega w swojej rodzinie i otoczeniu problemy. Któż nie doświadcza choćby kłopotów wychowawczych? Problemy jednak nie podcinają nam skrzydeł; wprost przeciwnie - pokazują jak wiele jest jeszcze do zrobienia. To dodaje nam sił. Starając się nieustannie pracować nad sobą, chcemy także przekształcać rzeczywistość wokół nas, zmieniać świat, ale nie jakiś odległy i nieosiągalny, ale ten konkretny, nasze otoczenie, miasto, kraj. I taką aktywną postawą chcemy zarażać innych.

Z perspektywy czasu, wiele kobiet stwierdza, że doświadczenie macierzyństwa ukształtowało je najbardziej. Fakt, że dzieci "dużo od nas biorą" to tylko jedna strona medalu. Druga to fakt, że ogromnie dużo wnoszą w życie swoich rodziców. Pojawiają się nowe relacje, bogactwo nowych doświadczeń, wzrasta intensywność życia. Matka i ojciec towarzysząc dzieciom w ich wzrastaniu, doświadczają także rozwoju własnego człowieczeństwa. Zwiększa się wrażliwość na ludzi, zrozumienie ich złożonej natury i potrzeb. Wzrasta przekonanie, że to właśnie od własnego zaangażowania i wysiłku, zależy dobro i rozwój innych.

Być może, to właśnie świadomość powinności wobec innych i potrzeba działania sprawia, że bardzo wiele inicjatyw społecznych podejmują kobiety, które nie pracują zawodowo, a ich główną aktywnością jest prowadzenie domu i wychowywanie dzieci. Niektóre z tych działań mają niewielki wymiar, inne przybierają charakter znaczących przedsięwzięć kulturalnych czy społecznych.

Czas jaki kobieta, w pewnym momencie swojego życia, poświęca swoim dzieciom, przebywając z nimi w domu, niekoniecznie musi być czasem straconym. Zarówno macierzyństwo jak i zaangażowanie społeczne mogą stać się wspaniałą okazją do "realizacji siebie", do osiągnięcia poczucia spełnienia, życia wartościowego i dającego pewność, że to czemu poświęca się czas ma sens, wartość i znaczenie. Właśnie to poczucie spełnienia i satysfakcji jest doświadczeniem prawdziwego szczęścia.

Mama - kobieta zadbana
Lidia Tkaczyńska - Moda i ja

Sporo mówi się o roli kobiety-matki, która zamiast rozwijania kariery zawodowej wybrała troskę o dom i dzieci. Temat porusza się w różnych aspektach, ale mało kto zadaje pytanie: Jak wygląda współczesna mama?

Mama ma prawo być piękna

Dla każdego z nas mama jest i pozostanie najpiękniejszą kobietą na świecie. Każda mama wie, że tak właśnie myślą o niej jej dzieci, choć nie zawsze o tym mówią. To szczególny, przynależny matkom sposób bycia piękną, który nie ma nic wspólnego z wyglądem zewnętrznym i nie poddaje się żadnym ocenom. To prawda, ale czy to wystarczający powód, by matki spoczęły na laurach i przestały dbać o swój wygląd?

Niektóre mamy odbierają sobie prawo do dbania o własny wygląd, sądząc, że to temat zbyt błahy, że "są ważniejsze sprawy". I taka zapewne jest geneza popularnego w naszym języku terminu "kura domowa", kojarzącego się m.in. z lekceważeniem własnego wyglądu, z przysłowiowymi papilotami i podomką. W naszym społeczeństwie łatwo akceptuje się styl "kury domowej" jako normę. Uchybienia w postaci niewysprzątanego mieszkania czy zaniedbanych dzieci szybko zostałyby zauważone i skomentowane przez otoczenie (sąsiadki, koleżanki). Natomiast z lekka zaniedbany wygląd pani domu mało komu przeszkadza. Tak jakby każda mama była z góry wpisana w model "kury domowej".

Naturalnie jest wiele mam, które, nawet mając kilkoro dzieci, zawsze starają się wyglądać najlepiej jak potrafią. Ujawnia się przy tym ciekawe zjawisko - zadbane mamy są czasem podejrzewane przez inne kobiety o to, że bardziej skupiają się na sobie samych niż na domu i dzieciach. To stereotypowy sposób myślenia, stawiający w opozycji dbanie o własny wygląd i dbanie o rodzinę. A przecież jedno wcale nie musi wykluczać drugiego!
Troska o estetyczny i zadbany wygląd nie jest fanaberią, lecz prawem każdej osoby. Dlaczego miałoby być inaczej w przypadku mam wychowujących dzieci i zajmujących się domem? Dbanie o siebie leży w naturze każdej kobiety w każdym wieku i w każdej roli życiowej. Inaczej doszlibyśmy do wniosku, że kobieta powinna starać się o ładny wygląd tylko do momentu zamążpójścia i urodzenia dzieci, a potem to już "wszystko jedno". Taki wniosek byłby absurdalny. Dbałość o estetyczny, stosowny do okazji, miły dla oka wygląd to przecież część kultury osobistej każdego z nas.
Matki, podobnie jak kobiety, które szykują się rano przed wyjściem do pracy, mają takie samo prawo, żeby codziennie zadbać o swój wygląd. Pomyślmy - kobieta zaangażowana w pracę zawodową, która wychodzi rano do biura i śpieszy się, żeby zdążyć na określoną godzinę za każdym razem znajduje kilka chwil na zrobienie szybkiego makijażu, skompletowanie odpowiedniego stroju i ułożenie włosów. Podobnie mama, która od rana ma zaplanowane różne zajęcia, ma prawo umieścić w tym planie kilka chwil dla siebie, żeby potem przez cały dzień wyglądać dobrze. Ktoś mógłby powiedzieć: "Ale po co tak się starać? Przecież ona zostaje w domu i nikt nie będzie na nią patrzył". Takie rozumowanie nie jest w porządku, choć zdarza się również, że w ten sposób potrafią o sobie myśleć niektóre mamy. Warto zwrócić uwagę na dwa aspekty. Po pierwsze: kobieta stara się dbać o siebie i wyglądać dobrze dla siebie samej. Dbałość o wygląd wcale nie musi być uwarunkowana obecnością zewnętrznych obserwatorów. Po drugie: Nie jest prawdą, że "nikt nie będzie patrzył" - na mamę patrzą dzieci, znajomi, ludzie mijani na ulicy podczas spaceru, klienci w sklepie, sąsiedzi...

Zadbany dom i rodzina - zadbana mama

O jakich pieniądzach mówimy? No właśnie, są kobiety, które zatrzymują się w tym miejscu i ze zniechęceniem porzucają temat, myśląc, że i tak nie wystarczy zasobów w domowym budżecie. Kolorowe magazyny wykrzykując: "Musisz to mieć!", namawiają do gonienia za modą i coraz to nowych zakupów. Jeśli dbanie o siebie miałoby polegać na kupowaniu wszystkiego co jest polecane i modne w danym sezonie, to rzeczywiście byłby potrzebny potężny budżet! Nic dziwnego, że sporo mam z żalem myśli: "To nie dla mnie", "To za drogie" i nie robi dalej nic z własnym wyglądem.
A przecież w dbaniu o siebie chodzi tylko o kilka drobnych rzeczy. Nikt nie mówi o kupowaniu wszystkiego co w danym sezonie pojawia się na manekinach sklepowych - to nie byłoby eleganckie. "Elegancja jest sumą wielu małych, z pozoru nieznaczących, szczegółów." Inwestycja kilkunastu, czasem kilkudziesięciu złotych nie powinna zrujnować budżetu. Przecież i tak coś trzeba nosić! Wręcz przeciwnie, bardziej wnikliwe podejście do tematu może wskazać źródła oszczędności. Nie chodzi o zwiększanie pojemności szafy, ale o przemyślaną strategię dobierania ubrań w taki sposób, żeby tworzyć z nich większą liczbę kombinacji, wykorzystując niedrogie dodatki w postaci szali czy apaszek. Nikt nie zauważy, że bluzka jest ta sama co kilka dni temu, jeśli założy się do niej inną apaszkę albo fantazyjnie upięty szal. Chodzi raczej o rzeczywiste docenienie tego tematu niż o realną barierę finansową, czy czasową.
Matka w wielodzietnej rodzinie potrafi gotować dla wszystkich smaczne, urozmaicone obiady z niedrogich składników. Podobnie jest z dbaniem o siebie - to kwestia dobrze przemyślanej strategii, a nie wielkich wydatków.
Kobieta prowadząca dom łączy w sobie cechy menedżera, lekarza rodzinnego, wychowawcy, psychologa... Do tej listy powinno się dopisać umiejętną troskę o własny wygląd. Opanowanie jej daje samej kobiecie i całemu jej otoczeniu wiele satysfakcji.

Czy chodzi o pieniądze?

Wygląd mamy i pani domu, to integralna część "projektu", jakim jest dom i rodzina. Trudno byłoby sobie wyobrazić kompetentnego szefa, który codziennie przychodziłby do pracy w podartych dżinsach i byle jakiej sportowej bluzie. Kobieta prowadzącą dom ma prawo wyglądać podobnie jak całe otoczenie, o które się troszczy, być zadbana, sprawiająca miłe wrażenie i ciesząca się własnym odbiciem w lustrze!
W firmie wizerunek pracowników powinien odzwierciedlać ich kompetencje i rangę, a także misję firmy oraz sprzyjać atmosferze pracy. Podobnie kobieta-matka ma prawo kreować swój wizerunek adekwatnie do jej życiowej roli i wyznawanych wartości. Jest ważne, żeby nie tylko czuła, że jest szczęśliwą mamą i żoną, ale żeby było to widać. Przemyślany i spójny wygląd budzi szacunek i sympatię, wprowadza miły nastrój u niej samej i wszystkich domowników. Ma się wtedy wrażenie, że kobieta panuje nad wszystkimi zadaniami i jest przy tym szczęśliwa. Całe otoczenie - mąż, dzieci, sąsiedzi będą widzieli piękną i szczęśliwą kobietę, jaką w głębi serca jest. Dużo trudniej o taki efekt, jeśli wygląd pani domu byłby zaniedbany. Wtedy trudno się nawet dziwić, że znajdują się osoby, na których taki widok sprawia przygnębiające wrażenie uciemiężonej "kobiety-matki".
Wyniki badań wskazują na związek między świadomością swojego wyglądu a samopoczuciem kobiety. Kobieta, która wie, że dobrze wygląda, jest mniej podatna na stres, łatwiej przychodzi jej znosić trudności dnia. Po prostu czuje się lepiej i ma bardziej pozytywne nastawienie. To dobry argument za tym, żeby w domowym budżecie zabezpieczyć środki na pozycję "wygląd mamy".

Partnerzy

Telewizja Polska S.A.
Informacyjna Agencja Radiowa Polskiego Radia S.A.
Polska Agencja Prasowa
Rzeczpospolita
Gość Niedzielny
Radio Opole

Sponsorzy

Ruch S.A.
Długie Rozmowy S.A.
Instytut Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi
Bądźpierwszy.pl
COMBID
Fundacja Pro

Multimedia